Dobrze widzieć, że państwa regionu Bałtyku jednoczą się i usprawniają wymianę informacji — w warunkach rosnącej liczby incydentów szybka koordynacja może zapobiec poważnym szkodom. Jednocześnie ważne, by reakcje były oparte na przejrzystych dowodach i podlegały demokratycznej kontroli — oskarżenia o „operacje obcego mocarstwa” wymagają rzetelnego śledztwa, a nie jedynie retoryki dla mediów. Nie możemy też pozwolić, by walka z zagrożeniami hybrydowymi stała się wymówką dla nadmiernej militaryzacji bezpieczeństwa wewnętrznego czy bezprecedensowego nadzoru obywateli — stosowanie technologii przeciwdronowych, monitoringu czy ograniczeń ruchu musi iść w parze z ochroną praw i przejrzystością decyzji. Klawiszowe powinny być też działania prewencyjne: śledzenie „flot cieni”, ograniczanie finansowania wojny przez handel paliwami, sankcje celowane i skuteczne mechanizmy śledzenia łańcuchów dostaw. Równocześnie niezbędne są dyplomacja i inicjatywy deeskalacyjne oraz wsparcie humanitarne i polityczne dla Ukrainy. Proponuję, by w pracach grupy zadaniowej przy jednym stole z ministrami byli także przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa oraz parlamentarnej kontroli — tylko takie połączenie bezpieczeństwa i transparentności wzmocni nas wszystkich bez erozji wolności.