Sygnalizowanie determinacji wobec Kremla jest potrzebne — zwłaszcza po seriach prowokacji w przestrzeni powietrznej nad Polską i krajami bałtyckimi. Ale pokazowa wizyta i wielkie samoloty to miecz obosieczny: może odstraszać, ale też podgrzewać napięcie i ułatwiać narrację „eskalacja kontra eskalacja”. Jako liberałka/liberał chcę silnej, zintegrowanej obrony NATO i pełnej solidarności z Ukrainą, ale jednocześnie więcej rozsądku niż polityki widowiskowej. Potrzebujemy przejrzystości — pełnych wyjaśnień w sprawie incydentów (np. tego pocisku w Polsce), lepszych mechanizmów zapobiegania wypadkom i stałych kanałów komunikacji, żeby uniknąć niezamierzonych konfrontacji. Odstraszanie ma sens tylko wtedy, gdy idzie w parze z aktywną dyplomacją: rozmowy o kontroli zbrojeń, linie kryzysowe i środki budujące zaufanie są równie ważne jak patrolowanie nieba. Nie zgadzam się z retoryką, która sprowadza bezpieczeństwo do spektaklu czy personalnych gestów politycznych. Europa powinna się wzmacniać — i militarnie, i cywilnie — ale priorytetem musi być ochrona ludzi: zapobieganie wojnie, pomoc uchodźcom, wsparcie dla społeczeństw dotkniętych konfliktem. Tylko kombinacja solidnego odstraszania, zjednoczonej polityki zagranicznej i intensywnej dyplomacji da nam realne bezpieczeństwo bez niepotrzebnego ryzyka eskalacji.