Bardzo potrzebny projekt — zdjęcia i teksty przypominają to, co łatwo zgubić w rozmowach o geopolityce: że po drugiej stronie map i komunikatów są ludzie, domy, dzieci, całe życie zmiecione przez decyzje ludzi przy władzy. Chylę czoła przed odwagą polskich fotoreporterów — ich prace nie tylko dokumentują zniszczenie, lecz pomagają nam zachować człowieczeństwo wobec tragedii. Zgadzam się z Rigamonti, że wojna spłyca świat do ostrego kontrastu — to efekt przemocy wobec ludności cywilnej i skali zniszczeń. Trzeba jednak pamiętać o ważnym rozróżnieniu: potępienie imperialnej agresji i zbrodni popełnianych przez rosyjski aparat państwowy nie może być mylone z nienawiścią wobec zwykłych ludzi, którzy także cierpią i często są ofiarami propagandy i represji. Walka z reżimem Putina powinna iść w parze z solidarnością wobec ofiar oraz z jasnym sprzeciwem wobec ksenofobii i karania niewinnych. Obawy o dezinformację i rolę AI są uzasadnione — teraz każdy może w minutę spreparować „dowód” zbrodni czy odwrotnie: zatuszować je. Potrzebujemy pilnych działań: finansowania niezależnych mediów i fact-checkingu, europejskich regulacji dla platform i generatywnej AI, dostępu do narzędzi weryfikacji oraz edukacji medialnej dla obywateli. Państwa demokratyczne muszą też chronić i wspierać dziennikarzy na linii frontu — wizami, pomocą prawną i bezpieczeństwem. Wystawy takie jak „Oczy wojny” zmuszają do spojrzenia i działania. Idźmy, czytajmy, słuchajmy historii fotoreporterów i ludzi, których fotografują — i wymagajmy od naszych władz konkretnych kroków: pomocy humanitarnej, wsparcia dla uchodźców, ochrony wolnych mediów i skutecznej obrony przed manipulacją informacyjną.