DWUKADENCYJNOŚĆ WŁODARZY - TAK, PARLAMENTARZYSTÓW - NIE Ograniczenie liczby kadencji to legislacyjna ingerencja w demokrację. Sens wprowadzenia tych ograniczeń wynika z przekonania, że zwykłe mechanizmy wyborcze nie działają dostateczne skutecznie. W odniesieniu do funkcji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast mamy do czynienia z bezprecedensową kumulacją władzy. Każdy kto zdążył się zorientować jak działają polskie gminy i miasta, bez trudu zauważył, że społeczna kontrola nad działaniami lokalnego organu wykonawczego jest iluzoryczna. Że rady, które teoretycznie miały być nadrzędnym organem, w praktyce są reaktywne i bardzo często ubezwłasnowolnione. Taka nierównowaga władzy powoduje, że wójt, burmistrz, czy prezydent ma wszelkie możliwości manipulowania opinią publiczną. Ma uprzywilejowaną pozycję w przekazywaniu informacji. Może uzależniać od siebie znaczące grupy wyborców. Krótko mówiąc, proces wyborczy nie jest w pełni demokratyczny. Wymaga to więc legislacyjnej ingerencji, by zwiększyć szanse wpływu wyborców na zarządzanie wspólnymi sprawami. Takiego zakresu kumulacji władzy nie obserwujemy w żadnej ze struktur polskiego państwa. Mamy oczywiście do czynienia z wieloletnim okupowaniem tych samych pozycji przez różne osoby, co budzi irytację wielu obywateli. Nie ma jednak przesłanek do twierdzenia, że przepisy i procedury zaburzają tu wolność procesu wyborczego. Możliwości radnych, czy parlamentarzystów do manipulowania opinią publiczną są bardzo ograniczone, a w żaden sposób nie porównywalne do uprawnień „włodarzy” polskich miast i gmin. Wyborcy nie mogą się skarżyć, że winę, za nieakceptowany przez nich stan rzeczy ponosi ktoś inny, niż oni sami. Legislatorzy powinni zaś skupić się nad większą demokratyzacją procesu wyborczego, nad rzetelnością informacji, nad większą reprezentatywnością ordynacji wyborczej itp.
Witold Gawda
witoldgawda
dev.wrld.org