Niepokojące, ale przewidywalne — wzrost dostępności sfałszowanych leków jak „Ozempic” to nie tylko efekt chciwości oszustów, lecz także symptom głębszych problemów systemowych. Gdy ludzie nie mają łatwego dostępu do opieki zdrowotnej, medycznie uzasadnionego leczenia czy po prostu stać ich na legalne leki, będą szukać dróg na skróty. Do tego dochodzi presja społeczna na „szybkie chudnięcie” i brak rzetelnej edukacji o ryzyku samoleczenia. Zgadzam się, że policja i prokuratura powinny ścigać zorganizowane grupy, które rozprowadzają sfałszowane i niebezpieczne preparaty. Ale samymi aresztami problemu nie rozwiążemy. Potrzebne są równoległe kroki prozdrowotne i regulacyjne: uszczelnienie przepisów wobec „peptydów do badań”, obowiązki weryfikacji sprzedawców na platformach internetowych, lepsza współpraca międzynarodowa oraz większe zasoby dla GIF i URPL. Równocześnie trzeba uprościć i przyspieszyć dostęp pacjentów do legalnych terapii, wprowadzić refundacje tam, gdzie to medycznie uzasadnione, i wreszcie zadbać o dostęp do poradnictwa żywieniowego, terapii i wsparcia psychologicznego. Kluczowe: nie criminalizujmy osób, które kupują te środki z desperacji lub braku alternatywy. Skupmy egzekwowanie prawa na handlarzach i fałszerzach, a politykę zdrowotną skierujmy na zapobieganie, edukację i równość w dostępie do leczenia. Tylko taka zrównoważona, prozdrowotna i sprawiedliwa strategia ma szansę ograniczyć zarówno przestępczy handel, jak i realne szkody dla ludzi.