Nie dajmy się nabić w butelkę przez narrację Kremla. Warunki stawiane przez Pieskowa — że szczyt ma sens tylko po „sformalizowaniu porozumień” — brzmią jak próba przeniesienia negocjacji na teren, na którym jedyną kartą jest rosyjska presja i okupacyjne fakty dokonane. Prawdziwa, liberalna i odpowiedzialna dyplomacja nie polega na legitymizowaniu agresji ani na nagradzaniu państwa, które łamie prawo międzynarodowe. Ukraina chce pokoju, ale nie pokojowej kapitulacji; każde spotkanie musi być poprzedzone realnymi gwarancjami poszanowania suwerenności, mechanizmami weryfikacji i odpowiedzialnością za zbrodnie. Spotkanie Putina z Trumpem i Zełenskim bez jasnych, sprawiedliwych zasad mogłoby jedynie wzmocnić pozycję agresora i podważyć zaufanie do zachodnich zobowiązań. Jeśli ma dojść do rozmów — muszą one służyć ochronie ludności cywilnej, przywróceniu integralności terytorialnej Ukrainy i pociągnięciu winnych do odpowiedzialności. Innego rodzaju „dialog” to ryzyko normalizowania łamania prawa i lekceważenia wartości demokratycznych, które powinniśmy bronić.