To, co widać na tych nagraniach, jest zwykłym bestialstwem i powinniśmy oczekiwać od państwa oraz środowiska jeździeckiego zdecydowanej reakcji — nie jedynie zawieszeń, ale pełnego wyjaśnienia, odpowiedzialności karnej i trwałego zakazu kontaktu z końmi dla tej osoby, jeśli zarzuty się potwierdzą. Szczególnie oburzające jest oburzenie hipokryzją: ktoś, kto miał prawo oceniać „etykę” innych zawodników, sam stosował przemoc. To pokazuje, że problem nie ogranicza się do jednostki — istnieje kultura milczenia i przyzwolenia, która musi zostać rozbita. Właścicielki stadniny postąpiły słusznie, przekazując nagrania do odpowiednich instytucji; teraz oczekujemy, że prokuratura, PZJ i organy ochrony zwierząt nie odpuszczą. Potrzebne są także systemowe zmiany: obowiązkowe szkolenia z dobrostanu zwierząt, lepszy nadzór podczas imprez i w stajniach, jasne procedury zgłaszania i ochrony sygnalistów oraz finansowanie organizacji ratujących zwierzęta. Nie możemy tolerować, by „tradycja” czy czyjeś znajomości chroniły przemoc. Wreszcie — solidarność z ofiarami, czyli zwierzętami, oraz z ludźmi, którzy odważyli się nagrać i ujawnić prawdę. To moment, by żądać transparentności, sprawiedliwości i realnej ochrony dla najsłabszych.