❗️ OCENIAJĄC SEZON REPREZENTACYJNY 2026... Nikola Grbić powiedział po zakończeniu finału, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Jeśli trzymać się tej zasady, to aż do rozpoczęcia kolejnego sezonu możemy mówić o naszym zespole, że jest całkiem niezły. Czuć było po Grbiciu, że to ważny sezon dla niego. Po tylu latach obserwacji można już dostrzec u niego pewne zmiany i zachowania, których wcześniej nie było. Odnoszę wrażenie, że bolał go finał sezonu 2025 i fakt, że celu w postaci złota MŚ nie udało się zrealizować. Sporo było wówczas zarzutów. Sam otwarcie pisałem, że mimo zdobycia VNL, nie był to udany rok. Byliśmy apatyczną ekipą, która nie miała planu B, a w najważniejszym momencie sezonu zabrakło nam jakości. W tym roku było inaczej. I właśnie tę zmianę doceniam szczególnie. Nie brakowało nam elastyczności ani pomysłowości. Ta drużyna ma zbyt duży potencjał, żeby go nie wykorzystywać i ograniczać się wyłącznie do jednego schematu. Widzieliśmy to zarówno w finale VNL, gdy przeszliśmy na grę trzema przyjmującymi, jak i podczas ME, kiedy Grbić bardzo mądrze korzystał z ustawień i możliwości, które dawał mu skład. To powinno cechować tę drużynę i właśnie to cieszy mnie najbardziej - wyjście poza schemat. Staliśmy się drużyną, która ma kilka twarzy. Może być „zwierzęca” z Leonem na boisku, ale może też grać bardziej technicznie - z Semeniukiem i nieocenionym Fornalem. Piękna jest przemiana tego ostatniego. Po raz pierwszy patrzę na niego już nie jak na młodego zawodnika, ale jak na 29-latka, który jest szefem. Podczas ME wziął na siebie rolę boiskowego lidera. Kilka lat temu Grbić zbudował sobie z kolei Semeniuka. Dzisiaj obaj bezgranicznie sobie ufają, a ta relacja daje nam medale. To był sezon Semeniuka, mimo że musiał czekać na swoją szansę. Miarą jego wielkości jest podejście do roli, którą otrzymał. Ta cierpliwość i gotowość doprowadziły go do dwóch zmian, którymi pomógł zdobyć dwa złote medale. Cieszy również to, że Grbić nie przeżywał przesadnie mocno strat personalnych. W trakcie VNL zbudował sobie nowy fundament na środku. Mam wrażenie, że trochę przeszło to bez echa. Tymczasem najważniejsze mecze sezonu wygrywaliśmy również dzięki jakości Jakubiszaka i Lemańskiego. W obu finałach zagrali kapitalnie. Na poziomie którego przez ostatnie lata oczekiwaliśmy od nieobecnych w tym roku. Podobnie było z Komendą. To był bardzo dobry rok naszego rozgrywającego, który w poprzednim sezonie zbierał sporo krytyki. Nie jest najbardziej „klikalną” postacią tej ekipy, nie otacza go aura największej gwiazdy, ale jego atutami pozostają chłodna głowa i dokładność. Wczorajszy finał był podsumowaniem jego przemiany w kadrze. Rozwiązaniem problemu na prawej stronie okazał się Bołądź. 32-latek od początku sezonu 2025/26 gra na poziomie 40% eff. w ataku. Uniósł ciężar odpowiedzialności za prawą stronę i jednocześnie dał tej reprezentacji więcej, niż chyba ktokolwiek mógł przed sezonem oczekiwać. Obraz nie może być jednak wyłącznie różowy. Sporą łyżką dziegciu jest postawienie na Sasaka, które finalnie nie wyszło. Być może właśnie ten sezon był dobrym momentem, żeby spróbować innego rozwiązania w postaci Gomułki. Podobnie z Nowaka. Minął rok od jego efektownego wejścia z futryną do kadry. W tym sezonie wyraźnie zgasł i pozostawał głównie tłem. Nie wykorzystał nieobecności tercetu Bieniek - Huber - Kochanowski. A ta „wędka” w meczu z Łotwą miała prawo zaboleć. Podsumowując: dostaliśmy w tym sezonie piękny zespół, który stworzył wewnątrz kapitalną atmosferę. Od turnieju w Chicago minęły ponad dwa miesiące, a ja mam wrażenie, że ta drużyna aż do wczorajszego finału dotarła na tej samej energii i jakości, które po raz pierwszy zobaczyliśmy w Chicago. I właśnie w tym widzę największą wartość sezonu 2026. Ta kadra potrafiła przejść przez problemy, zmieniać się, szukać nowych rozwiązań, odkrywać kolejnych zawodników i jednocześnie zachować coś, czego nie da się zmierzyć żadną statystyką - głód zwycięstwa❗️ Foto: CEV #gangłysego #siatkówka #reprezentacja #sezon2026
