WRLD

Search

#ekrani
Kris 1d

Kris wrote that the recipient was shown on their 360 screen, which he vulgarized as great, and he could tell the cameras that he was cheated again. He added that Maciej Leszczyński would be delighted. #ekran360 #MaciejLeszczyński #zajebiste (translated)

2241
Marek Magierowski 1d

Marek Magierowski wrote that the tweet was deleted, and such a banner did not appear on the screen. He stated that in the meantime the post received 44 thousand views, 3 thousand likes, and 602 retweets. He added that the audience was excited, and editor Bartosz Wieliński was surely delighted, and that he himself had to defend Republic TV. https://t.co/GCaaTdd2jL https://t.co/42lAUl4SdW #media #twitter #publicystyka (translated)

2566
Michał Wawrykiewicz MEP🇵🇱🇪🇺 7d

The author wondered how to classify an attempt to overthrow the Polish government in cooperation with the authorities of another state if it was committed by a man in glasses visible on the screen. He added that such a situation would be unprecedented. #Polska #Rząd #Prawo #PL #IT (translated)

2951
Polityczny User Experience 🇵🇱 2w

Donald Tusk testuje nową formę „podcastowego orędzia”. Zamiast konferencji, mównicy czy kilkunastosekundowej riposty na X - usiadł przy mikrofonie i spokojnie wyjaśnił mechanizm wysokich cen paliw oraz rozwiązanie proponowane przez rząd. Sam materiał szybko przekroczył milion wyświetleń na X. To istotne, bo nośnikiem nie jest KPRM ani konkretna platforma - jest nim premier dysponujący milionowymi zasięgami na różnych platformach. W przypadku paliw było co tłumaczyć. Rząd wiąże wzrost cen z sytuacją na światowych rynkach i zakłóceniami dostaw, a proponowany podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych ma przynieść ok. 4 mld zł i finansować działania osłonowe, w tym obniżenie obciążeń podatkowych paliw. Opozycja i otoczenie prezydenta przedstawiają sprawę inaczej - wskazują https://t.co/qPNdq9HYaR. na możliwość obniżenia cen innymi instrumentami i krytykują przerzucanie odpowiedzialności na prezydenta. Podcast daje premierowi przestrzeń, żeby zamiast odpowiadać sloganem na slogan przedstawić obywatelowi cały mechanizm i własne argumenty. Potencjał tego formatu bierze się również ze sposobu działania współczesnych platform. Już wcześniejsze analizy aktywności europejskich liderów na TikToku wskazywały Tuska wśród polityków osiągających bardzo wysokie liczby wyświetleń, a treści “humanizujące” polityków należą do formatów generujących duże zaangażowanie. Jeden kilkuminutowy podcast może jednocześnie być pełnym wyjaśnieniem na YouTube czy X i źródłem kilkunastu krótkich klipów na TikToka, Reels czy Shorts. To potencjalnie viralowe orędzie przystosowane do internetu zamiast telewizji. Jest jeszcze drugi efekt - wizerunkowy. PiS przez dwie dekady konsekwentnie budował negatywny obraz Tuska manipulacjami i zwykłymi kłamstwami. Podcast nie unieważnia tej wieloletniej narracji, ale omija jej filtr. Odbiorca przez kilka minut obserwuje premiera mówiącego własnym głosem, spokojnie i współczesnym językiem medialnym. Dla części obywateli może to być kontakt nie z groźnym wizerunkiem premiera stworzonym przez jego przeciwników, lecz bezpośrednio z Tuskiem jako człowiekiem. Co więcej, Tusk już w exposé w 2023 r. obiecywał comiesięczne otwarte spotkania, podczas których miał zdawać obywatelom raport z tego, co rząd zrobił, co się udało i gdzie pojawiły się problemy. Późniejsza odpowiedź KPRM na interpelację dotyczącą realizacji tej zapowiedzi wskazywała przede wszystkim inne kanały komunikacji rządu, zamiast wykazać realizację cyklu takich comiesięcznych spotkań. Podcast nie zastąpi rozmowy twarzą w twarz i pytań obywateli, ale może realizować część pierwotnej idei znacznie szerzej: regularnie tłumaczyć milionom ludzi decyzje i działania państwa - bez pośredników i zewnętrznej narracji. Z perspektywy walki z dezinformacją najważniejsze jest właśnie połączenie zasięgu z czasem. Fałszywa lub uproszczona narracja może zmieścić się w jednym zdaniu, podczas gdy jej sprostowanie często wymaga pokazania przyczyn, danych i zależności. Premier posiadający własną dużą publiczność może stworzyć stały punkt odniesienia: jeden temat, kilka minut, źródła, decyzja rządu, jej koszty i ograniczenia. Warunek jest jeden - materiał musi pozwalać odbiorcy sprawdzić przedstawiane informacje, bo inaczej podcast stanie się po prostu kolejnym kanałem politycznego przekazu. Wniosek: pojedynczy film jest eksperymentem. Regularny podcast premiera mógłby stać się nowoczesnym odpowiednikiem orędzia - mniej ceremonialnym, bardziej osobistym i zaprojektowanym pod mechanikę mediów społecznościowych. Może również zmieniać sposób, w jaki część obywateli postrzega samego Tuska, bo daje mu możliwość bezpośredniego kontaktu z odbiorcą po latach intensywnego negatywnego przekazu jego przeciwników. To nie gwarantuje zmiany opinii, ale zmienia warunki, w których obywatel ją wyrabia. Ocena Doświadczeń Obywatela: 8/10 ✅ Rekomendacja: jeśli rząd uzna ten format za wartościowy, powinien wdrożyć go konsekwentnie jako regularny kanał informacyjny premiera: jeden aktualny problem, spokojne wyjaśnienie, dane i źródła widoczne na ekranie, wskazanie tego, co rząd zrobił, czego nie zrobił i dlaczego. W kampanii taki format może mieć dużą wartość komunikacyjną, ale z perspektywy państwa jego istotniejszą funkcją byłoby skrócenie dystansu informacyjnego między władzą a obywatelem. — #PolitycznyUX @PolitycznyUX #Polityka #Podcast #Tusk

12972
Magda 2w

Nie trzeba kłamać 🧵 Mam 45 lat i pamiętam jeszcze czasy, kiedy informacja miała wagę. Nie dlatego, że media zawsze mówiły prawdę. Nie mówiły. Manipulowały, przemilczały, miały swoje sympatie i popełniały błędy. Ale dziennikarze byli inni. I myślę, że nie ma sensu udawać, że często nie byli po prostu lepsi. Nie dlatego, że byli lepszymi ludźmi. I nie dlatego, że każdy z nich kończył dziennikarstwo. Ten zawód wymagał jednak wiedzy, języka, oczytania, elokwencji, umiejętności zadawania pytań i rozumienia świata, o którym się opowiadało. Żeby znaleźć się w dużej redakcji, trzeba było coś umieć. Sam fakt posiadania opinii nie czynił jeszcze z nikogo dziennikarza. Można było nie zgadzać się z Janiną Paradowską. Można było nie podzielać jej ocen. Ale kiedy pisała, było widać warsztat. Miała język, styl, ironię i ogromną pamięć polityczną. Nie tylko opisywała wydarzenia. Potrafiła je ze sobą łączyć, pamiętała, co było wcześniej, i rozumiała, z czego wynika to, co dzieje się dzisiaj. Kiedy rozmawiała z politykiem, wiedziała, z kim rozmawia. Znała jego wcześniejsze deklaracje, rozumiała instytucje i wiedziała, o co zapytać. Była przygotowana. I właśnie takich ludzi mam na myśli, kiedy mówię, że dziennikarze byli inni. Nie byli nieomylni ani bezstronni. Byli po prostu zawodowcami. Żeby znaleźć się w dużej redakcji, nie wystarczyło mieć mikrofon, telefon i opinię. Dzisiaj właściwie każdy może nazwać się dziennikarzem. I nie piszę tego z pogardą dla internetu. Sama korzystam z tego, że nie potrzebuję redakcji, żeby coś napisać i dotrzeć z tym do ludzi. To jedna z największych wolności, jakie dała nam technologia. Tyle że zniknięcie bramki nie sprawiło, że wszyscy staliśmy się dziennikarzami. Sprawiło, że wszyscy dostaliśmy możliwość publikowania. To nie jest to samo. Kiedyś informacja miała też opakowanie. Gazeta miała pierwszą stronę, kolejne działy, komentarz był komentarzem, wiadomość wiadomością, a reklama reklamą. W telewizyjnym dzienniku ktoś decydował, że jedna rzecz otwiera wydanie, inna dostaje trzy minuty, a jeszcze inna dwadzieścia sekund albo nie pojawia się wcale. Można było się z tym wyborem nie zgadzać. Czasem był fatalny. Ale sama konstrukcja mówiła odbiorcy: to jest ważne, to mniej, a to jest tylko dodatkiem. Dzisiaj wojna, śmierć, reklama kremu, kot, polityczna awantura, promocja butów i wiadomość o katastrofie pojawiają się na tym samym ekranie. Wszystko ma podobny rozmiar. Wszystko przesuwamy tym samym ruchem kciuka. Jedna rzecz znika i natychmiast pojawia się następna. Informacja straciła opakowanie, które mówiło nam, ile waży. To jest dla mnie jedna z największych zmian, jakie zaszły w mediach. Dawniej ktoś tę wagę próbował ustalić za nas. Redaktor, wydawca, dziennikarz. Oczywiście mógł się mylić, mógł manipulować, mógł czegoś nie pokazać. Dzisiaj dostaliśmy dostęp do niewyobrażalnie większej liczby informacji, ale razem z nim dostaliśmy obowiązek, do którego nikt nas specjalnie nie przygotował: sami mamy zdecydować, co jest ważne, co prawdziwe, co warte uwagi, skąd pochodzi i czego w tym obrazie brakuje. Tyle że większość z nas nie siada rano z kawą i planem przeprowadzenia śledztwa nad każdą rzeczą, którą zobaczy w telefonie. Patrzymy przez kilka sekund. Czytamy nagłówek. Oglądamy fragment filmu. Czasem komentarz. Jedziemy dalej. Kahneman opisywał dwa sposoby naszego myślenia. Jeden szybki, automatyczny, działający niemal bez wysiłku. Drugi wolniejszy, wymagający uwagi i pracy. Internet jest środowiskiem stworzonym dla tego pierwszego. Nie dlatego, że ludzie nagle zgłupieli. Po prostu nie da się przez kilka godzin dziennie analizować każdej informacji tak, jakbyśmy przygotowywali pracę naukową. Mózg szuka skrótów, bo musi. A jednym z takich skrótów jest znajomość. Coś, co widzieliśmy już wiele razy, zaczyna brzmieć bardziej prawdopodobnie. Psychologia zna to zjawisko od dawna. Powtarzane twierdzenie może z czasem wydawać się bardziej prawdziwe tylko dlatego, że jest nam już znajome. 1/n⬇️ #dziennikarstwo #media #informacja

14030
Jan Englert 3w

Zobacz także: Mocne słowa Englerta o nowych ekranizacjach "Lalki": jakość ma drugorzędne znaczenie #Lalka #BolesławPrus #filmPolski

RECENZJA Obejrzałam nową "Lalkę". Nie tylko Dorociński spisał się na medal
www.onet.pl
1500
Onet.pl 3w

Recenzja nowej ekranizacji Lalki Macieja Kawalskiego podkreśla, że film nie tylko wywołuje silne emocje i pobudza społeczne dyskusje, ale również zachowuje ducha oryginalnej powieści, z wieloma znakomitymi aktorami, z Marcinem Dorocińskim w roli Wokulskiego na czele. #Lalka #BolesławPrus #filmPolski

www.onet.pl
RECENZJA Obejrzałam nową "Lalkę". Nie tylko Dorociński spisał się na medal
1500
Alkoholowy Inwestor 3w

Oliwia z naszego biura kupiła psa. Dowiedziałem się o tym w kuchni, bo trzy osoby stały nad jej telefonem i wydawały dźwięki, których nie powinno się wydawać w miejscu zatrudnienia. - Boże, jaki słodki. - Pokaż jeszcze to, na którym śpi. - Nie no, ja nie mogę. Podszedłem. Na ekranie leżało coś małego, jasnego i kręconego. - To twój? - zapytałem. - Mój. Od soboty. To Milo. Przesunęła palcem. Milo na kocu. Milo w koszyku. Milo obok miski. Milo zmęczony leżeniem obok miski. Dokumentacja fotograficzna bogatsza niż przy odbiorze naszego mieszkania. - Ile kosztował? - Siedem. Skinąłem głową. Dużo, ale wiedziałem, że ludzie płacą za psy. - Siedemset złotych za psa? Dużo. - Siedem tysięcy. Spojrzałem jeszcze raz na ekran. Powiększyłem zdjęcie dwoma palcami. Nic nowego się nie pojawiło. Nadal jeden pies. - Złotych? - No przecież nie euro - zaśmiała się. Dobrze, że doprecyzowała. Rzeczywiście przez moment niesłusznie podejrzewałem ją o nieodpowiedzialność finansową. - Ale wiesz, to Maltipoo – dodała, jakby to wszystko wyjaśniało. Skinąłem głową. W dzieciństwie miałem Burka. Burek nie był połączeniem żadnych ras. Przynajmniej oficjalnie. Pewnego dnia przypałętał się za ojcem i już został. Koszt zakupu: zero złotych. Dlatego rynek premium psów był mi obcy. Bardziej zainteresowało mnie coś innego. Ona kilka miesięcy wcześniej rozstała się z chłopakiem. Wcześniej mieszkali razem. Teraz została sama w wynajmowanym mieszkaniu. - Ty nadal płacisz dwa i pół za wynajem? - Tak. Plus opłaty. - Czyli ponad trzy tysiące miesięcznie? - Mniej więcej. - Sama? Spojrzała na mnie. - Wiesz przecież, że się rozstaliśmy. Wiedziałem. Właśnie dlatego próbowałem zrozumieć moment zakupu psa za siedem tysięcy. Mariusz, który właśnie skończył kawę, usiadł z powrotem. Nie lubi analiz finansowych. Chyba że dotyczą kogoś innego. - Masz już poduszkę finansową? Westchnęła. - Mam oszczędności. - Na ile miesięcy życia? - Nie wiem. Źle. - Pół roku? - Raczej nie. Gorzej. - Zostało mi ze trzy tysiące – dodała. Spojrzałem na zdjęcie. Milo leżał na plecach. W tej chwili ponad dwie trzecie jej niedawnych oszczędności miało łapy w górze. - Czyli nie masz nawet jednego pełnego miesiąca kosztów życia w rezerwie. - Przecież zaraz będzie wypłata. Odetchnąłem. Na szczęście cała konstrukcja opierała się na solidnym założeniu, że od tej pory nic złego się nie wydarzy. - Dobra. Ile kosztuje jego utrzymanie? - Mało. To mały pies. Otworzyłem Excela. - Nie rób Excela. Zrobiłem Excela. Cena zakupu: 7000. Wyprawka. Karma. Weterynarz. Szczepienia. Preparaty na kleszcze. Przysmaki. Zabawki. - Jeszcze fryzjer – dodała. Przestałem pisać. - Czyj? - Psa. - Pies chodzi do fryzjera? - No przecież trzeba go strzyc. Spojrzałem na nią. Burek przez całe życie nie był u groomera. Raz ojciec obciął mu kołtun nożyczkami do blachy. Inne czasy. - Ile żyje Maltipoo? - Z piętnaście lat. Podliczyłem to, co sama wymieniła. Wyszło około czterystu złotych miesięcznie. Bez żadnej większej choroby. Bez operacji. Bez sytuacji, w której o drugiej w nocy jedziesz do całodobowej kliniki i dowiadujesz się, że samo wejście do budynku kosztuje tyle, co weekend w Zakopanem. Policzyłem. - Siedemdziesiąt dziewięć tysięcy. - Co? - Siedem tysięcy zakupu plus czterysta miesięcznie przez piętnaście lat. Ale to jeszcze nie koniec. Otworzyłem kolejną kolumnę. Załóżmy, że zamiast kupować psa za siedem tysięcy inwestujesz tę kwotę. Do tego co miesiąc czterysta złotych, które normalnie wydajesz na jego utrzymanie. Szeroki rynek. Przyjmijmy siedem procent średniorocznie. Piętnaście lat. Wpisałem dane. Enter. Około 144 tysięcy złotych. Pokazałem jej. - Czyli według ciebie mój pies kosztuje sto czterdzieści cztery tysiące? - Nie. Zrobiłem pauzę. - On zabierze ci około siedemdziesięciu dziewięciu tysięcy gotówki. Resztę zrobi procent składany, którego nie będziesz miała. Oliwia schowała telefon. - Możesz sobie liczyć, ile chcesz. Przynajmniej teraz ktoś się cieszy, kiedy wracam do domu. To akurat rozumiałem. Gdyby ktoś zobowiązał się utrzymywać mnie przez następne piętnaście lat, też witałbym go przy drzwiach. Może nawet przynosił kapcie. Wróciłem do biurka. Oliwia musiała teraz pracować na nich oboje. Milo osiągnął wolność finansową w wieku trzech miesięcy. #FIRE #pies #Maltipoo #finanse

76290
Michał Klimek 3w

Skandal‼️ Cenzury medialnej ciąg dalszy! ❌❌❌ Najpierw nie byłem w ogóle zapraszany na medialne debaty, a gdy w końcu musieli mnie zaprosić do telewizji publicznej w likwidacji (bo wymagały tego przepisy rozporządzenia o organizacji debaty przedwyborczej) @tvp3krakow oraz @tvp_info pokazały jak daleko może posunąć się manipulowanie przekazem medialnym... W trakcie gdy zabierałem głos, unikano pokazywania mojego wizerunku na ekranie, kierując kamerę na innego kandydata. Skandal‼️ Gdzie tu jest równe traktowanie kandydatów i szacunek dla wyborców ⁉️ A tymczasem sami Państwo zobaczcie jak to wyglądało👇 #cenzura #media #wybory

12945
Tomasz Duklanowski 4w

Płeć nie jest samoidentyfikacją, deklaracją ani społeczną umową - jest faktem biologicznym. Tak uważa @jk_rowling autorka Harry’ego Pottera. Od lat jest za to potępiana przez organizacje LGBT media, wydawców, aktywistów trans i niektórych aktorów z ekranizacji Pottera. https://t.co/A9sI0kYl5C #JKRowling #BiologicznaPłeć #LGBT

116
Tomasz Duklanowski 4w

Płeć nie jest samoidentyfikacją, deklaracją ani społeczną umową - jest faktem biologicznym. Tak uważa @jk_rowling autorka Harry’ego Pottera. Od lat jest za to potępiana przez organizacje LGBT media, wydawców, aktywistów trans i niektórych aktorów z ekranizacji Pottera. https://t.co/2xF7qFnnYe #Płeć #JKRowling #LGBT #PL

Alkoholowy Inwestor Sep 10

W poniedziałek dyrektor zwołał spotkanie całego działu. Na ekranie wyświetlił slajd: „MYŚL JAK WŁAŚCICIEL”. Usiadłem bliżej. Pierwszy raz od dawna nazwa spotkania sugerowała, że mogę z niego wyjść z czymś więcej niż dodatkowym zadaniem. Wyjąłem długopis. - Chciałbym, żebyśmy zmienili nasze podejście do pracy - zaczął dyrektor. - Nie możemy funkcjonować tak, że każdy patrzy tylko na swój zakres obowiązków. Już mi się nie podobało. Zakres obowiązków był jednym z moich ulubionych dokumentów. Zaraz po powiadomieniu o wpłynięciu wynagrodzenia. - Potrzebujemy właścicielskiego podejścia. Odpowiedzialności. Zaangażowania. Myślenia długoterminowego. Chciałbym, żeby każdy traktował tę firmę jak swoją. Podniosłem rękę. Dyrektor uśmiechnął się. - Słucham. - Kiedy dostaniemy udziały? Uśmiech został. Ale przestał się rozwijać. - Nie o takich kwestiach teraz rozmawiamy. - Przepraszam. Usłyszałem „jak swoją” i poszedłem w stronę własności. - Chodzi o postawę. - Czyli udziały nie? - Nie. Zapisałem. Udziały: zero. - Będzie jakiś udział w zysku? - System premiowy na razie pozostaje bez zmian. Dopisałem. Dyrektor spojrzał na mój notes. - Co ty tam zapisujesz? - Warunki wejścia. Dyrektor przeszedł do przykładu. - Wyobraźcie sobie, że jest szesnasta, a ważny projekt nie został skończony. Osoba myśląca tylko jak pracownik zamyka komputer i wychodzi. Bardzo dokładny opis mojego planu na dzisiejsze popołudnie. - Natomiast właściciel zastanawia się, co może zrobić, żeby dowieźć temat. - Bo ma udział w wyniku - powiedziałem. - Bo czuje odpowiedzialność. - Jedno nie wyklucza drugiego. Możemy mu zaproponować, żeby oddał udziały i został z samą odpowiedzialnością. Zobaczymy, o której wyjdzie. - Naprawdę musisz sprowadzać wszystko do pieniędzy? - zapytał dyrektor. Rozejrzałem się po sali. Biuro. Poniedziałek. Dziewięć osób, które przyjechały tutaj zamiast zostać w domu. - Wydaje mi się, że to dość istotny element naszej znajomości. Pani z HR-u postanowiła pomóc. - Chodzi o poczucie wpływu. Żeby pracownicy wiedzieli, że mogą realnie kształtować organizację. To brzmiało już lepiej. - Czyli będziemy mieć wpływ na podział zysku? - Nie w tym sensie. - Na obsadę zarządu? - Też nie. - Na wynagrodzenia? - Możecie zgłaszać propozycje. Mogłem również zgłosić propozycję obniżenia cen w sklepie. Nie czyniło mnie to współwłaścicielem Biedronki. Spojrzałem na notes. Udziały: zero. Nowe korzyści finansowe: zero. Prawo do podejmowania decyzji: zero. Dodatkowe zaangażowanie: bez podanego limitu. Zrozumiałem ofertę. Nie obraziłem się. Gdybym mógł pozyskać dziewięć dodatkowych wieczorów za jedno zdanie na slajdzie, też sprawdziłbym zainteresowanie rynku. Problem polegał na tym, że siedziałem po niewłaściwej stronie transakcji. - To jest inwestycja w waszą przyszłość - powiedział dyrektor. - Jeżeli firma się rozwija, wszyscy na tym korzystają. - Firma w zeszłym roku miała rekordowy wynik. - Właśnie. - A na rozmowie o podwyżce powiedział pan, że wynik firmy nie przekłada się automatycznie na moje wynagrodzenie. Zapadła cisza. Lubię pamiętać takie rzeczy. Ludzie nie doceniają, ile można zaoszczędzić na dobrej pamięci. Dyrektor odłożył pilota. - Nie chciałbym, żebyśmy zmienili to spotkanie w negocjacje płacowe. - Ja też nie. Na razie próbuję ustalić, kim jestem. - Jesteś ważną częścią zespołu. - Ale gdy trzeba zostać po godzinach, mam być właścicielem? - Masz wykazać się odpowiedzialnością. - A gdy pytam o zysk, wracam na etat? Nie odpowiedział od razu. - Proszę tylko doprecyzować, w których godzinach obowiązuje która rola. Nie chciałbym przez pomyłkę zachować się jak właściciel podczas wypłacania dywidendy. Po spotkaniu dyrektor zatrzymał mnie przy drzwiach. - Mogłeś nie robić tego przy wszystkich. - Myślałem jak właściciel. - To znaczy? - Zanim zainwestuję dodatkowe zasoby, chcę wiedzieć, co dostanę w zamian. Popatrzył na mnie. Przez chwilę miałem nadzieję, że doceni tempo wdrożenia szkolenia. - Po prostu rób dobrze swoją pracę - powiedział w końcu. - W dotychczasowym zakresie? - Tak. - W dotychczasowych godzinach? - Tak. Tylko skończmy już ten temat. Zgodziłem się. Nie należy przedłużać negocjacji po uzyskaniu korzystnych warunków. O szesnastej zamknąłem komputer. Projekt, o którym mówił dyrektor, rzeczywiście wymagał jeszcze pracy. Zostawiłem informację, od czego zacznę rano. Wychodząc, zobaczyłem go w gabinecie. Nadal siedział. Bardzo dobrze. Powinien traktować firmę jak swoją. #FIRE #praca #zaangażowanie #motywacja

17946
Mr. Numberwise Sep 10

Kalkulator mówi: 0,025 €. Rachunek mówi: 250 €. Któremu wierzysz? 100 dzieci w Science Center siada przy stolikach na przerwę. Na stoły trafia 100 soków, po jednym dla każdego dziecka. Jeden sok kosztuje 2,50 €. Jeden z uczniów wyciąga telefon i otwiera kalkulator, żeby sprawdzić, ile kosztuje razem 100 soków. Ale zamiast nacisnąć ×, przez pomyłkę naciska ÷. Na ekranie pojawia się: 0,025 € Wynik wydaje się dziwny, ale liczba jest na ekranie, więc uczeń już jej nie sprawdza. W międzyczasie wszystkie 100 soków stoi już na stołach, a dzieci zaczynają je otwierać. Po kilku minutach przychodzi rachunek: 250 € Uczniowie patrzą na siebie. Ktoś od razu mówi, że musi być jakiś błąd. Uczeń ponownie wyciąga telefon i sprawdza, co zrobił. Zamiast nacisnąć ×, przez pomyłkę nacisnął ÷. Jedno błędne naciśnięcie zmieniło 250 € w 0,025 €. A wszystkie 100 soków było już otwartych. Kiedy kalkulator podaje ci wynik, czy wystarczy zobaczyć liczbę na ekranie — czy warto też zadać sobie pytanie, czy wynik ma sens i jaki jest jego rząd wielkości? Analfabetyzm funkcjonalny nie oznacza tylko tego, że ktoś nie rozumie tekstu. Czasami oznacza także, że widzi na ekranie absurdalny wynik i nie zdaje sobie sprawy, że nie ma on sensu. Gdzie, twoim zdaniem, przerywa się ten łańcuch: przy samym obliczeniu, przy zrozumieniu wyniku czy dlatego, że ktoś nie ma nawyku sprawdzania odpowiedzi? #pisa #edukacja #edu #przedwczesnekończenienauki #MrNumberwise #Polski #20260910 #0062

932
Zbigniew Hołdys Sep 7

Od pół godziny Bogucki na ekranie @tvn24 wymiotuje swoje obelgi dla rozumu niczym Urban w Stanie Wojennym, a dziennikarze/dziennikarki wynajdują coraz bardziej bzdurne pytania, które dają mu możliwość kitowania na wszelkie tematy bez końca. Opluwa Tuska, Berka, Czarzastego, koalicji, panującego aktualnie w Polsce bezprawia, a żurnalistki proszą "Jeszcze jeszcze!". Więc on mówi, że telewizja Kurskiego była znakomita, nowoczesna, prawdomówna, kwitła, a mówienie o niej, że była zła, to było i jest kłamstwo, kapujecie. A wszystko mamrotaniem jak u Sekuły w Sejmie swego czasu. "Cała prawda, całą dobę". I to nie jest wina kanału TV, to wina poziomu dziennikarskiej braci (i siostrzeństwa). https://t.co/S1YVJMzxuO #media #dziennikarstwo #Polska

17858
Alkoholowy Inwestor Sep 6

W zeszłym tygodniu wpadła do nas koleżanka żony. Tylko na chwilę. Została dwie godziny. Po pierwszej szklance wody powiedziała, że kupiła robot gotujący za siedem tysięcy złotych. Od razu wiedziałem, że tę znajomość trzeba będzie stopniowo wygaszać. - Jest fantastyczny - mówiła. - Gotuje, waży, sieka, miesza. Oszczędzam mnóstwo czasu. Kilka dni później żona wysłała mi rolkę. Kobieta wrzucała warzywa do urządzenia, naciskała ekran i po chwili miała zupę. Na początku zastosowałem strategię pasywną. Nie reagowałem. Większość impulsów konsumpcyjnych, jeżeli nie dostarcza się im uwagi ani kapitału, z czasem wygasa. Wieczorem przeczytałem wszystko. Cena. Funkcje. Koszty serwisu. Darmowy pokaz. Następnego dnia powiedziałem żonie: - Umów pokaz. Spojrzała na mnie podejrzliwie. - Ty chcesz obejrzeć robot za siedem tysięcy? - Chcę rzetelnie ocenić produkt. Przed spotkaniem sprawdziłem wszystko jeszcze raz. Warunki. Przebieg pokazu. Najczęściej przygotowywane potrawy. Opinie ludzi, którzy nie kupili. Nie znalazłem żadnego punktu mówiącego, że po zjedzeniu zupy przechodzi na nas obowiązek zapłaty siedmiu tysięcy złotych. To mi wystarczyło. Przedstawicielka przyszła w czwartek o siedemnastej. Punktualnie. To doceniam. Przywiozła urządzenie, torby z produktami i bardzo dużo entuzjazmu człowieka, który zarabia tylko wtedy, kiedy ktoś inny wyda siedem tysięcy. - Na początek chciałabym poznać państwa potrzeby - powiedziała. - Chcemy zjeść coś ciepłego - odpowiedziałem. Żona spojrzała na mnie. - Chodzi o potrzeby związane z gotowaniem - doprecyzowała przedstawicielka. - Gotujemy codziennie - powiedziała żona. - Ale przydałoby się coś, co oszczędza czas. Przedstawicielka uśmiechnęła się. Miała punkt zaczepienia. - Właśnie po to jest ten robot. Oszczędza czas, pieniądze i miejsce w kuchni. Najpierw zaczęliśmy robić zupę. Później ciasto na bułki. Następnie pastę warzywną. Na końcu deser. Musiałem przyznać, że urządzenie działało sprawnie. Ważyło. Mieszało. Gotowało. - Proszę zobaczyć. Dzięki temu robotowi wiele rodzin przestaje zamawiać jedzenie – powiedziała przedstawicielka. - Nie zamawiamy – odpowiedziałem. - Rzadziej chodzi do restauracji. - Nie chodzimy. - Rezygnuje z gotowych dań. - Nie kupujemy. Jedliśmy dalej. Zupa była dobra. Bułki również. Wziąłem dokładkę pasty. Przedstawicielka obserwowała mnie i najwyraźniej uznała apetyt za sygnał zakupowy. To był błąd. Pozytywna ocena produktu spożywczego nie oznacza akceptacji urządzenia, które go przygotowało. Lubię chleb. Nie oznacza to, że chcę kupić piekarnię. Po deserze przedstawicielka usiadła naprzeciwko nas. - I jak wrażenia? - Bardzo mi się podobało - powiedziała żona. Przedstawicielka spojrzała na mnie. - Jedzenie było poprawnie przygotowane. Nie była to odpowiedź, na którą liczyła, ale trudno było ją podważyć. - Tak się składa - powiedziała - że mam jeszcze jedną fabrycznie nową sztukę w samochodzie. Mogliby państwo mieć robota już dzisiaj. Klasyczna presja dostępności. - Nie jesteśmy zainteresowani zakupem - powiedziałem. Przedstawicielka nadal się uśmiechała. - Rozumiem. Chociaż warto pamiętać, że można skorzystać z rat zero procent. - Cena nadal wynosi prawie siedem tysięcy. - Ale płatność rozkłada się na wygodne miesięczne raty. - Pokrojenie wydatku na mniejsze kawałki nie zmniejsza wydatku. Przedstawicielka zmieniła kierunek. - Proszę pomyśleć o czasie, który państwo odzyskają. - Ile godzin miesięcznie urządzenie nam zaoszczędzi? - Każda rodzina korzysta inaczej. - Czyli nie znamy liczby, ale mamy już wycenę. Żona wzięła głęboki oddech. Przedstawicielka spróbowała odwołać się do emocji. - Nie wszystko musi się zwracać. Czasem warto zapłacić za komfort. - Od czterdziestu minut tłumaczy pani, że urządzenie oszczędza pieniądze. - Bo oszczędza. - Ale kiedy proszę o wyliczenia, okazuje się, że nie wszystko musi się zwracać. Na chwilę zapadła cisza. Wiedziałem, że jesteśmy blisko końca. - Większość osób po pokazie decyduje się na zakup - powiedziała. Dowód społeczny. Późna faza procesu sprzedażowego. - Większość ludzi nie inwestuje regularnie, wymienia sprawne telefony i wybiera samochód na podstawie wysokości raty - odpowiedziałem. - Nie używam większości jako wskaźnika jakości decyzji finansowej. Przedstawicielka spojrzała na żonę. - A pani co o tym myśli? Sprytne. Próba rozdzielenia komitetu zakupowego. Żona spojrzała na robota. Potem na mnie. - Bardzo mi się podoba - powiedziała. - Ale na razie nie kupimy. Przedstawicielka zaczęła pakować urządzenie. Powoli. Bez wcześniejszego entuzjazmu. Na koniec wręczyła żonie wizytówkę. - Proszę się odezwać, gdyby zmienili państwo zdanie. - Oczywiście - powiedziała żona. Zamknęły się drzwi. Przez chwilę staliśmy w kuchni. Na blacie zostały dwie bułki, pół pojemnika pasty i porcja deseru. Pełny sukces. Żona odwróciła się do mnie. - Ty od początku nie zamierzałeś tego kupić. - Od początku zamierzałem uczciwie ocenić produkt. Wyjąłem telefon Otworzyłem arkusz i pokazałem go żonie. Na ekranie widniał tytuł: „Przedstawiciele Thermomix - baza kontaktów i potencjalne menu”. Siedemnaście nazwisk. Numery telefonów. Obszary działania. Przy niektórych dopiski: „robi pizzę”, „specjalizacja: pieczywo”, „na pokazach podobno risotto”, „możliwy deser lodowy”. Żona patrzyła na ekran. - Co to jest? - Znalazłem przedstawicieli w promieniu trzydziestu kilometrów. - Po co? - Każdy oferuje darmowy pokaz. - Nie będziemy umawiać siedemnastu pokazów. - Oczywiście, że nie. Odetchnęła. - Nie ma sensu organizować ich wszystkich od razu. Rozłożyłem je na kilka miesięcy, żeby zachować różnorodność menu - doprecyzowałem. - Ty chcesz ciągać tutaj tych biednych ludzi, wiedząc, że niczego nie kupisz? - Każdy przedstawiciel dostanie równe szanse przekonania mnie. - Nikt cię nie przekona. - W takim razie podejmiemy bardzo dobrze udokumentowaną decyzję zakupową. Przesunąłem arkusz w dół. Na końcu była symulacja. Liczba pokazów. Średnia liczba porcji. Szacunkowa wartość produktów. Oszczędność na kolacjach. Żona zamknęła oczy. - Zarezerwuj sobie czwartek. Zabieram Cię do Włoch. A raczej Pani Monika nas zabierze. Focaccia, krem pomidorowy i lody - powiedziałem. Żona nic nie odpowiedziała. Schowałem pozostałe bułki do pojemnika. Thermomix faktycznie może oszczędzać pieniądze. Trzeba tylko bardzo uważać, żeby go nie kupić. #FIRE #gotowanie #produkty #zakupy

30950

Drony i cukierki. Widzieliśmy, jak słynne "Ptaki Madiara" polują na rosyjskie wojska Na ekranie widać obraz z bezzałogowca, który atakuje jedną z rosyjskich ciężarówek. Auto jest coraz bliżej, zatrzymuje się, kierowca w ostatniej chwili wyskakuje z kabiny. "Gazeta Wyborcza" #Drony #PtakiMadiara #RosyjskieWojska #PL #RU

2577
Marcin Borzęcki Aug 28

Fantastyczna była przygoda z transmitowaniem ścieżki eliminacyjnej Rakowa w @Sportowy_Kanal. Mnóstwo pracy wykonanej przez ludzi nie tylko widocznych na ekranie. Podziękowania za liczną obecność w imieniu wszystkich zaangażowanych 🫡 #Sport #Transmisja #Raków

15358
Onet.pl Aug 26

Tim Curry, brytyjski aktor znany z ról w The Rocky Horror Show i ekranizacji To, zmarł w wieku 80 lat po długiej walce z problemami zdrowotnymi po udarze, który zmusił go do ograniczenia kariery i poruszania się na wózku. #TimCurry #RockyHorrorShow #Pennywise

www.onet.pl
Po udarze zawiesił karierę. Tim Curry przez 14 lat poruszał się na wózku
11144
Czarek Kowalczyk Aug 20

@CANALPLUS_SPORT Czy możemy dostać gwarancję, że mecze będą transmitowane przez całe 90 minut na tych kanałach? I czy mecze będą na całym ekranie, czy np nie wytniecie 50% obrazu dla użytkowników bez pakietu Premier League 2137zł plus extra. #sport #transmisja #mecze

13167
Kamil Gala Aug 19

- śmieszna jakość transmisji i cyferki pojawiające się na ekranie w czasie meczów. - hymn LM i atmosfera przerywane reklamami. - nowe kanały premium tylko na LM (przy braku rekompensaty za odebrane Polsaty). - linia partyjna to wychwalanie Barcelony i Legii. - orłowski, wilk, laboga, kręcidło komentatorami i ekspertami, gdy to otwarci fanboje jednego klubu. Kolejny fanboj ogłoszony jako powracający transfer. - kolejne płatne kanały super premium na ligę, do której prawa już mieli. I ludzie kupujący pakiet sportowy dla La Ligi muszą dopłacać. W tym samym czasie za kanały na LM, która gra raz na jakiś czas, płacimy cały czas, ale poza LM nie leci na nich nic poza powtórkami i mogłaby lecieć tam La Liga. - szef wysyłany na klasyk na Camp Nou jako "reporter", żeby porobił sobie selfie z piłkarzami. - bardzo regularne podwyżki cen, ale spadająca jakość transmisji, realizacji, otoczki i wszystkiego. - absolutna pogarda dla abonentów. - absolutna pogarda dla kibiców, którzy przecież płacą spore pieniądze. Dobrą robotę robicie @Michal_Kolo @CANALPLUS_SPORT #LigaMistrzów #Sport #Transmisje

19521